czwartek, 28 maja 2015

Spis

prolog 

Rozdział pierwszy

Rozdział drugi

Rozdział trzeci

Rozdział 4, część 1

Rozdział 4, część 2

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Przepraszam

Przepraszam że dawno nic nie było :(
Zaczne dalej pisać bloga i postaram się pisać regularnie
Mam nadzieje że ktoś jeszcze zechce go czytać..

środa, 18 marca 2015

Rozdział 4, część pierwsza

Narracja 3-osobowa!! Taka już zostanie!! Notka na końcu!!

Louis wiedział że ta rozmowa nie będzie zbyt ptzyjemna.
-Skarbie, możemy porozmawiac? -kobieta spytała troche niepewna czy ta rozmowa ma sens.

-tak jasne

-dobrze, wiec razem z twoim tatą.. chcieli byśmy byś zaczął chodzić do psychologa. Dla twojego dobra -odpowiedziała troche obawiając się reakcji pasierba, ponieważ był, a raczej jest bardzo wrażliwy.

-nie, dziękuję, ale nie potrzebuję żadnej pomocy odpowiedział jak narazie spokojnym tonem- poradze sobie sam, jestem normalny -mruknął niezadowolony z faktu, że członkowie "nowej rodziny" uważają go za chorego psychicznie.

-jednwk ja nalegam, to dla twojego dobra Kochanie -odpowoedziqła zachęcająco- to nic złego

-czy to trudne, że ja NIE potrzebuję żadnej pomocy jakiegoś pieprzonego psychologa! -warknął zirytowany nie spuszczając z niej wzroku.

-no dobrze, ale jeżeli jednak się zdecydujesz, to powiedz mi albo tacie -powoedziała i usmiechnęła się lekko.

-ON nie jest moim ojcem -warknał ponownie, wstając z kanapy.
Nastolatek poszedł na piętro, urażony tym, że ktoś uważa że jest psychiczny. W pokoju szatyn rzucił się na łóżko, i przykrył się calutki kołdrą. Przed tym sięgnąl na szafke po telefon i słuchawki, które po chwili były w jego uszach. Przymknął oczy i zasnął szybko


Chłopak obudził się dopiero kolejnego dnia, z samego rana. Wstał i przeciągnął się mamrocząc coś pod nosem. Zszedł na dół i nalał sobie do szklanki troche soku. Wypił go duszkiem i odstawił szklankę do zlewu. Młodszy wyszedł z kuchni w tym samym momencie mijając się z Harr'ym, który nie mógł oderwać wzroku od szatyna, bo w końcu nie często mógł widzieć jego seksowne ciało w prawie całej okazałości. 

Koniec końców Louis wrócił do pokoju, po to by się ubrać. Kilka minut później zszedł na dół i bez słowa wyszedł z domu czując na sobie wzrok całej "rodziny".
Włóczył się bez celu, tylko po to by nie siedzieć w domu.

Pod wieczór wybrał sie do klubu by odreagować wczorajszy dzień.
Nie wiedział że od godziny szuka go Harry z ojcem, obawiając się że mógł się zgubić lub sobie coś zrobić. Nieświadomy niczego Louis upijał się w jednym z lepszych klubów w Londynie. Dopiero po dłuższym czasie "ktoś" złapał szatyna za ramię. Niebieskooki nie prostestował, bo był pewny że znów trafi z nieznajomym do łóżka. Dopiero gdy poczuł znajomy zapach pewrum zaczęło mu się coś nie zgadzać, bo przecież to nie mógł być Harry, nie tutaj.

Niespełna godzinę później nastolatek smacznie spał wtujaląc sie w ciepłe ciało kędzierzawego. Starszy patrzył na niego z uśmiechem. ponieważ lubił gdy młodszy śpi razem z nim (nawet jak do niczego nie dochodziło), a nie z obcym facetami.
Przez takie myśli kędzierzawy stał się troche zazdrosny o chłopca, słodkośpiącgo na jego piersi.
Po dłuższych rozmyśleniach zielonooki zasnał tuląc mocniej Louisie'go do siebie


Louis obudził się dobrze po dwunastej przecierając lekko oczka. Chwile minęło, by skapnął się że ktoś na niego patrzy i przytula do siebie. Szatyn zarumienił sie, bo w końcu leżeli razem w łóżku, pod jedną kołdrą tuląc się.
Sapnął cicho. Chciał się odsunąć, ale Styles nie pozwolił mu na to przyciagając go tak, że niebieskooki całkowicie na nim leżał. Louis zwrócił już na to uwagi, i z własnej woli wtulił się w Harr'ego. Zamknął ponownie oczy chcąc jeszcze na moment iść spać, by nie czuć narastającego bólu w czaszce. Zielonook momowolnie uśmiechnął sie oplatając mały pas Louis'a..
Kilka minut później pochrapywał cicho zasypiając.

Harry cały czas zagryzał mocno wargę, chcąc się powstrzymać, od muskania ust jego ust. Popatrzył na okaleczone nadgarstki nastolatka i odrazu zrobiło mu się strasznie szkoda mlodszego. Wziął małą dłoń Louis'a w swoja splatając delikanie ich palce. Szatyn mruknął coś cicho jeszcze mocniej wtulając się w starszego, i przezn przypadek otarł się o niego wywołując ciche westchniecia zadowolenia u kędzierzawego. Po paru przypadkowych ruchach chłopaka, zaczęło robić mu się coraz caśniej w bokserkach, na co sapnał cicho.


Po południu Louis wraz z Harry'm, (który chodził za nim od czasu kiedy się obudził) poszedł do kuchni. Usiadł na blacie, wiedząc że nie będzie nic musiał robić, bo przecież śniadanie, a raczej obiad zrobi Harry.

_______________________________________

przepraszam żena częsci ale narazie nie mam czasu pisać całego rozdziału =(

część 2 dziś lub jutro (najpóźniej!)

Błędy nie sprawdzane!!

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 3

Notka na końcu!

Gdy wreszcie przestałem myśleć o nim w taki sposób potrząsnałem lekko głową i popatrzyłęm na Anne, a następnie na Harr'ego, który cxały czas patrzyl na mnie jak w jakiś obrazek za milon funtów. Po kilku minutach zaczęło mnie to powoli irytować. Przwecież nie byłem żadnym dziełem Szekspira czy Leonardo Da Vinci. 
Kiedy wszysty rozeszli się, ja siedziałem na dachu domu. Z perspektywy przechodniów musiało to wyglądać komicznie.
Nie zdawałem sobie sprawy ile już tak siedze, ale było mi tutaj dobrze, zdala od ojca, Anne (do której njic nie mam) i od Niego. Dopiero gdy zaczęło robić się chłodno zacząłęm się zastanawiać czy wrócić do domu, ale wpadłem na lepszy pomysł. Szybko ale i po cichu zjechałem po dachu. Postanowiłem że wybiore się do klubu (ale tym razem do innego by nie wpaść znowu na Harr'ego).
Już godzine później zalany tańczyłem z jakimś facetem na parkiecie. Nawet nie starałęm się protestować kiedy zorientowałem się że jestem wyprowadzany przez kogoś z klubu. Byłem pewny że tym razem to nie zielonooki.

~*~
Rano obudziłem się (znowu) na kacu. Rozglądnałem się po pokoju i zorientowałem się że jestem w obcym mi miejscu z obcym mężczyzną. Szybko wyskoczyłem z łóżka i ubrałem się we wczorajsze ciuchy. Z prędkościa światła wyszedłem z domu i poszedłem w nieznzny mi kierunek. Po godzinie dotarłem do domu (z malą pomocą GPS-u z komórki). Nie kryłem się by bhć cicho, wręcz przeciwnie. W między czasie z góry zszedł Harry w samych bokserkach. Miejąc przed sobą taki widok mimowolnie zagryzłem mocno dolną warge. Dopiero po chwili popatrzyłem w góre, na jego twarz. Widać było że czeka na odpowoedź z mojej strony. Starałem sobie przypomnieć co lokowaty do mnie mówił, ale za nic w świecie nie wiedziałem, bo go w ogóle nie słuchałem. Gdy nie doczekał się odpowiedzi zadał ponownie pytanie.
-pytałem gdzie byłeś, tak trudno odpowoedzoec? -zapytał najwyraźniej troche podirytowany moim zachowaniem, co z resztą nie zbyt mnie zdziwiło.
-byłem.. z resztą co Cię to obchidzi? Nie jesteś moim rodzicem, więc nie musze Ci sie tłumaczyć. odpowoedziałem starając sie brzmiąc obojętne.
-obchodzi. I to bardzo. Jesteś niepełnoletni i wracasz do domu nad ranem -odparł spokojnym i już opanowanym tonem.
-ale TOBIE tłumaczyć się nie musze -mruknałem dając nacisk na słowo "tobie".
-powiesz albo mi, albo ojcu -powiedzial stawuając mi jakieś gówniane ultimatum.
-nikomu nie musze się z niczego tłumaczyć! Pieprz sie -warknałem i poszedłem do kuchni oo jakieś tabletki, bo głowa dawała się we znać.
Byłem niemal pewny że lokowaty da sonie spokój i odpuści, ale jednak usłyszałem za sobą kroki. Westchnałem cicho i popiłem tabletke wodą. Gdy chciałem wyjść z kuchni znowu ujrzałem Harr'ego.
-czy to jakaś tajemnica gdzie byłeś? -zaczął jako pierwszy.
-jak już mówiłem nie twój interes. -mruknałem patrząc przez chwile w jego oczy.
-czyli tak się schlałeś że nie pamietasz z kim i gdzie się przespałeś? -zapytał a raczej stwoerdził unosząc lekko jedną brew do góry.
Nie odezwałem się, bi e sumie taka była prawda. Ominąłem go i szybko poszedłem do łazienli i zamknałem się w niej na klucz. Wyjałem z portfela żyletke i zrobiłem kilka mocnych nacieć na lewym nadgarstku. Po chwili wyszedlem z łazienki i poszedłem do góry po jakąś bluze z dłigim rękawem, by zaktyć śwoerze rany. 
Położyłem się na łóżku i owinałem cały kołdrą. Po dośc szybkim czsie zasnałem.
Pare godzin póżniej obudził mnie Harry zwisając nade mną mówiący coś do mnie, ale ja w ogóle go nie słuchałem yylko patrzyłem jak zahipnotyzowany w jego zielone tęczówki
-..chcesz poznać moich zna.. Louis, słuchasz mnie? -spytał widząc że nie reaguje.
-wiem że jest Ci ciężko po stracie rodziny ale nie możesz cały czas sam i zamykać się ciraz bardziej w sobie, dlatego pomyślałem że mógł byś poznać moich znajomych. -powtórzył najprawdopoeobniej swoją calą wypowiedż.
-nie, nie chcę, tak jak jest mi odpowiada - odpowoedziałem niemal odrazu- moge robić co chce i nie zamierzam robić niczego co mi powiesz. -mruknałem odwracając wzrok. Wiedziałem że Harry miał rqcje, i chce dobrze, ale ja nie byłem jeszcze na to gotowy. Nie umiałem sobie z tym poradzić, i raczej prędko soę z tym nie pogodze. 
Nie zdawałem sobie sprawy z tego że po moich policzkach zaczęły spływać łzy, dopłóku nie poczułem jak lokowaty delikatnie kciukiem ściera mi łzy z policzków, a następnie przytula mocno. Mimowolnie wtuliłem się w niegi i zacząłem cicho plakać. 
Z jednej strony cieszyłem się że ktoś się mną interesuje ale z drugiej strony chciałem być sam ze soba. Płakałem dość długo aż zasnałem w ramionach Harrego.

~*~

Obudziłem się tak jak ostatnio, czyli leżach na loczku. Nie wiedziałem która godzina, ale było już ciemno. Powoli wstałem i poszedłem pod prysznic.
Ubrany i umyty zszedłem cicho na dół. Stanałem za drzwiami w kuchni słuchając rozmowy Anne i mojego taty.
-sakrbie, my musimy wysłać go do psychologa. Z tego co mówił mi Harry widział go w klubie jak się upija. W jego wieku to nie jest normalne -powiedziała sciszonum glosem Anne- jest zamkniety w sobie. On musi zacząć z kimś o tym rozmawiać.
-dobrze, ake na ten czas będzie dla niego lepiej gdy nie bedzie uczęstrzał  do sskoły -westchnal cicho ojciec.
Brzmiał na zmarwionego, co mnie zdziwilo. Jak gdyby nigdy nic wszedłem do kuchni udając że nic nie slyszałem. Pierwsza zorienrowała sie Anne, bo patrzyła na mnie jak by zobaczyła ducha.
-jak się czujesz kochanie? -zapytała na co jq tylko wzruszyłem ramionami.
Nalałem sonue soku stojąc tyłem do nich. Po chwili wyszedłem z kuchni i skierowałem sie do salonu, w którym narazie nikogo nie było. Niestety po  mniej woęcej 15 minutach przyszł do mnie Ann. Doskonale wiedziałem po co.

__________________________________________________

Na początku bardzo przepraszam za tak wielką zwłoke ale nie miałam kiedy dodać (pojechalam na wieś, potem nie miałam neta, telefon mi się zepsuł a do tego kara na kompa) błedy nie sprawdzane!! przewiduje że kolejny rozdział POWINIEM (idk czy na pewno będzie) być piątek/sobota 
Jak macie pytania to zapraszam na mojego tt @NadeThirlan

poniedziałek, 16 lutego 2015

Notka!

Chciała bym napisać pare informacji :)
-rozdziały będą w każdą sobote koło 19:00-21:00
-jeżeli macie jakieś uwagi piszcoe na asku bohaterów :)
-mile widziane będą komentarze
-postaram się zrobić lub poszukać osobe by zrobiła mi zwiastun
-jak tylko znajde dobty program zrobie nagłowek na bloga
-nie przejmujcie się blędami bo rozdziały pisze na tablecie
-staram sie pisac coraz dłuższe rozdziały, ale ja nigdy nie umiałam się rozpisywać (za co mam nadzieje że mi wybaczycie)
-zastanawiam sie nad kontami bohaterów na twiyyerze o mam nadzieje że ktoś będzoe chciał je prowadzić (jak narazie to Louis,Niall i Harry)
-jeżeli ktoś chce być informowany to piszcie mi POD TYM POSTEM

Bohaterowie


Louis Tomlinson (16l)

Harry Styles (19l)


Niall Horan (19l)













Nowi bohaterowie będą dodawani wraz z rozwojem akcji :) -----> pytania bo bohaterów [KLIK]

Rozdział 2

Pisane przy "katy perry" - E.T.
PRZECZYTAJCIE NOTKE NA KOŃCU =)

Po mimo wielu prośbach mamy Harrego i jego samego nie zszedłem na kolacje pod pretekstem złego samopoczucia. Układałem niektóre ubrania w szafie czekajac tylko aż wszysty pójdą spać i będę mógł gdzieś wyjść bez żadnych pytań.
Godzine po wyjściu lokowatego wymknąłem się z domu i poszedłem w strone centrum. Widząc z daleka jakiś klub uśmiechnalem się pod nosem i poszedlem szybciej w tamtą strone. Jako iż byłem niepełnoletni dałem bramkarzowi* lewe pieniądze by wpuścił mnie do klubu. W środlu odrazu popędziłem do drinkbaru. Usiadłem i zamówiłem coś mocniejszego. Pijąc rozglądnałem się po klubie. Mój wzrok utkwił na błękitnych tęczówkach które wpatrywały się we mnie intensywnie. Po dłuższej chwili lekko speszony odwróciłem wzrok, widząc że 'owa' osoba idzie w moją stronę. Nie przejąłem się tym, tylko zamówiłem kolejnego drinka. Nim się obejrzałem, ujrzałem blondwłosą osobe, która "przyczepiła" się do mojej szyji. Starałem się go odepchnąć, ale byłem zbyt słaby. Dopiero po paru minutach, (gdy zrobił mi malinke) wyprostował się i popatrzył na mnie, i jak by nigdy nic odszedł w tłum tańczących ludzi. Mocno się tym zdziwiłem, ale dałem sobie spokój i dopiłem drinka. Przejechałem palcem po szyji i przeklnałem cicho czując bolący, czerwony ślad. Zerknałem na osobe, która siadła się pare metrów dalej. Zmarszczyłem lekko brwi widząc zielonookiego. Nie sądziłem że On mógł by chodzić po takich miejscach.
Gdy byłem lekko wstawiony spojrzałem przelotnie na jego usta, które były idealne, perfekcyjne.. po prostu w sam raz do całowania. Jak to pijany Louis, czyli ja wpadłem na głupkowaty pomysł, wstałem i podszedłem do szatyna, i jak by nigdy nic wpiłem się w jego usta. Ku mojemu zaskoczeniu odwzajemnił pocałunek. Uznałem to za zielone światło i natychmiast pogłebiłem pocałunek siadając na jego kolanach okrakiem. Czułem jego ręcę na swoich biodrach ktorymi zakreciłem lekko ocierając sie o niego. Oplotłem rękami szyje loczka i zaczałem delikatnie ciągnąc za włosy. Nim się obejrzałem razem z Harry'm szliśmy w strone domu. Myślałem nad naszym pocałunkiem patrząc na nasze dłonie. Zdałem sobie sprawe że to co się stało nigdy nie powinno się wydażyć, jednak ja pragnąłem jeszcze więcej, chciałem by jego usta znów całowały moje, chciałem by jego ręce błądziły po moim ciele,pragnałem być jego.. ale w głowie miałem też wspomnienie z niebieskookim, to jak jego usta zasysały moją skórę, to jak patrzył na mnie z tłumu..
Gdy skończyłem rozmarzać zobaczyłem że jesteśmy pod domem, a Harry puścił moją ręke. Mruknałem coś cicho niezadowolony i schowałem ręce do kieszeni. Zaraz po kędzierzawym rozebrałem sie i poszedłem do góry, gdzoe poszedłem do łazięki gdzie wziąłem prysznic. Po 15 minutach wróciłem do poloju i rzuciłem się na łóżko. Zasnałem w pare minut.
Rano obudziłem się z wielkim bólem głowy, jęknałem cicho i usiadłem na łóżku. Przeciągnałem się i zobaczyłem że na szafeczce nocnej są jakieś tabletki i szklana wody. Bez zastanowienia wziąłem ję, i popiłem wodą. Zacząłem się zastanawiać jak trafiłem ponownie do domu, ale jedyne co pamiętałem to jakiegoś ch?opaka z pięknymi oczami i.. mój pocałunek z Harry'm w klubie. Przez reszte dnia siedziałem w pokoju na kacu, pare razy przez pokój przewinęła się Ann pytając czy wszystko w pożądku. Strasznie mnie to wkurzało i odpowiadałem w miare spokojnie, choć byłem pewny że widziała moje niezadowolenie. Dopiero na kolacji zaszczycilem wszystkich moją obecnością. Ani razu nie spojałem na ojca, który też nie interesował się mną, a to było mi na ręke. Po kolacji czułem na sobie przeszywający wzrok wyższego chłopaka, co tak naprawde mi sie podobało.. Nie stop! Nie moglem tak myśleć, nie mógł mi się podobać, nie On, chociaż jego usta były jak narkotyk.. najlepszy, idealny, ale wciaż narkotyk...

                         ~*~

Postanowiłam iż dziś dodam również rozdział drugi ;)
Przypominam o ankiecie i asku :)
Jeżeli macie jakieś pomysły na kolejne rozdziały etc możecoe pisać swoje pomysły na ask (w poprzednim rozdziale jest link)
I jeżeli Wy byście coś zmienili, napiszcie mi o tym :)