Notka na końcu!
Gdy wreszcie przestałem myśleć o nim w taki sposób potrząsnałem lekko głową i popatrzyłęm na Anne, a następnie na Harr'ego, który cxały czas patrzyl na mnie jak w jakiś obrazek za milon funtów. Po kilku minutach zaczęło mnie to powoli irytować. Przwecież nie byłem żadnym dziełem Szekspira czy Leonardo Da Vinci.
Kiedy wszysty rozeszli się, ja siedziałem na dachu domu. Z perspektywy przechodniów musiało to wyglądać komicznie.
Nie zdawałem sobie sprawy ile już tak siedze, ale było mi tutaj dobrze, zdala od ojca, Anne (do której njic nie mam) i od Niego. Dopiero gdy zaczęło robić się chłodno zacząłęm się zastanawiać czy wrócić do domu, ale wpadłem na lepszy pomysł. Szybko ale i po cichu zjechałem po dachu. Postanowiłem że wybiore się do klubu (ale tym razem do innego by nie wpaść znowu na Harr'ego).
Już godzine później zalany tańczyłem z jakimś facetem na parkiecie. Nawet nie starałęm się protestować kiedy zorientowałem się że jestem wyprowadzany przez kogoś z klubu. Byłem pewny że tym razem to nie zielonooki.
~*~
Rano obudziłem się (znowu) na kacu. Rozglądnałem się po pokoju i zorientowałem się że jestem w obcym mi miejscu z obcym mężczyzną. Szybko wyskoczyłem z łóżka i ubrałem się we wczorajsze ciuchy. Z prędkościa światła wyszedłem z domu i poszedłem w nieznzny mi kierunek. Po godzinie dotarłem do domu (z malą pomocą GPS-u z komórki). Nie kryłem się by bhć cicho, wręcz przeciwnie. W między czasie z góry zszedł Harry w samych bokserkach. Miejąc przed sobą taki widok mimowolnie zagryzłem mocno dolną warge. Dopiero po chwili popatrzyłem w góre, na jego twarz. Widać było że czeka na odpowoedź z mojej strony. Starałem sobie przypomnieć co lokowaty do mnie mówił, ale za nic w świecie nie wiedziałem, bo go w ogóle nie słuchałem. Gdy nie doczekał się odpowiedzi zadał ponownie pytanie.
-pytałem gdzie byłeś, tak trudno odpowoedzoec? -zapytał najwyraźniej troche podirytowany moim zachowaniem, co z resztą nie zbyt mnie zdziwiło.
-byłem.. z resztą co Cię to obchidzi? Nie jesteś moim rodzicem, więc nie musze Ci sie tłumaczyć. odpowoedziałem starając sie brzmiąc obojętne.
-obchodzi. I to bardzo. Jesteś niepełnoletni i wracasz do domu nad ranem -odparł spokojnym i już opanowanym tonem.
-ale TOBIE tłumaczyć się nie musze -mruknałem dając nacisk na słowo "tobie".
-powiesz albo mi, albo ojcu -powiedzial stawuając mi jakieś gówniane ultimatum.
-nikomu nie musze się z niczego tłumaczyć! Pieprz sie -warknałem i poszedłem do kuchni oo jakieś tabletki, bo głowa dawała się we znać.
Byłem niemal pewny że lokowaty da sonie spokój i odpuści, ale jednak usłyszałem za sobą kroki. Westchnałem cicho i popiłem tabletke wodą. Gdy chciałem wyjść z kuchni znowu ujrzałem Harr'ego.
-czy to jakaś tajemnica gdzie byłeś? -zaczął jako pierwszy.
-jak już mówiłem nie twój interes. -mruknałem patrząc przez chwile w jego oczy.
-czyli tak się schlałeś że nie pamietasz z kim i gdzie się przespałeś? -zapytał a raczej stwoerdził unosząc lekko jedną brew do góry.
Nie odezwałem się, bi e sumie taka była prawda. Ominąłem go i szybko poszedłem do łazienli i zamknałem się w niej na klucz. Wyjałem z portfela żyletke i zrobiłem kilka mocnych nacieć na lewym nadgarstku. Po chwili wyszedlem z łazienki i poszedłem do góry po jakąś bluze z dłigim rękawem, by zaktyć śwoerze rany.
Położyłem się na łóżku i owinałem cały kołdrą. Po dośc szybkim czsie zasnałem.
Pare godzin póżniej obudził mnie Harry zwisając nade mną mówiący coś do mnie, ale ja w ogóle go nie słuchałem yylko patrzyłem jak zahipnotyzowany w jego zielone tęczówki
-..chcesz poznać moich zna.. Louis, słuchasz mnie? -spytał widząc że nie reaguje.
-wiem że jest Ci ciężko po stracie rodziny ale nie możesz cały czas sam i zamykać się ciraz bardziej w sobie, dlatego pomyślałem że mógł byś poznać moich znajomych. -powtórzył najprawdopoeobniej swoją calą wypowiedż.
-nie, nie chcę, tak jak jest mi odpowiada - odpowoedziałem niemal odrazu- moge robić co chce i nie zamierzam robić niczego co mi powiesz. -mruknałem odwracając wzrok. Wiedziałem że Harry miał rqcje, i chce dobrze, ale ja nie byłem jeszcze na to gotowy. Nie umiałem sobie z tym poradzić, i raczej prędko soę z tym nie pogodze.
Nie zdawałem sobie sprawy z tego że po moich policzkach zaczęły spływać łzy, dopłóku nie poczułem jak lokowaty delikatnie kciukiem ściera mi łzy z policzków, a następnie przytula mocno. Mimowolnie wtuliłem się w niegi i zacząłem cicho plakać.
Z jednej strony cieszyłem się że ktoś się mną interesuje ale z drugiej strony chciałem być sam ze soba. Płakałem dość długo aż zasnałem w ramionach Harrego.
~*~
Obudziłem się tak jak ostatnio, czyli leżach na loczku. Nie wiedziałem która godzina, ale było już ciemno. Powoli wstałem i poszedłem pod prysznic.
Ubrany i umyty zszedłem cicho na dół. Stanałem za drzwiami w kuchni słuchając rozmowy Anne i mojego taty.
-sakrbie, my musimy wysłać go do psychologa. Z tego co mówił mi Harry widział go w klubie jak się upija. W jego wieku to nie jest normalne -powiedziała sciszonum glosem Anne- jest zamkniety w sobie. On musi zacząć z kimś o tym rozmawiać.
-dobrze, ake na ten czas będzie dla niego lepiej gdy nie bedzie uczęstrzał do sskoły -westchnal cicho ojciec.
Brzmiał na zmarwionego, co mnie zdziwilo. Jak gdyby nigdy nic wszedłem do kuchni udając że nic nie slyszałem. Pierwsza zorienrowała sie Anne, bo patrzyła na mnie jak by zobaczyła ducha.
-jak się czujesz kochanie? -zapytała na co jq tylko wzruszyłem ramionami.
Nalałem sonue soku stojąc tyłem do nich. Po chwili wyszedłem z kuchni i skierowałem sie do salonu, w którym narazie nikogo nie było. Niestety po mniej woęcej 15 minutach przyszł do mnie Ann. Doskonale wiedziałem po co.
__________________________________________________
Na początku bardzo przepraszam za tak wielką zwłoke ale nie miałam kiedy dodać (pojechalam na wieś, potem nie miałam neta, telefon mi się zepsuł a do tego kara na kompa) błedy nie sprawdzane!! przewiduje że kolejny rozdział POWINIEM (idk czy na pewno będzie) być piątek/sobota
Jak macie pytania to zapraszam na mojego tt @NadeThirlan
Gdy wreszcie przestałem myśleć o nim w taki sposób potrząsnałem lekko głową i popatrzyłęm na Anne, a następnie na Harr'ego, który cxały czas patrzyl na mnie jak w jakiś obrazek za milon funtów. Po kilku minutach zaczęło mnie to powoli irytować. Przwecież nie byłem żadnym dziełem Szekspira czy Leonardo Da Vinci.
Kiedy wszysty rozeszli się, ja siedziałem na dachu domu. Z perspektywy przechodniów musiało to wyglądać komicznie.
Nie zdawałem sobie sprawy ile już tak siedze, ale było mi tutaj dobrze, zdala od ojca, Anne (do której njic nie mam) i od Niego. Dopiero gdy zaczęło robić się chłodno zacząłęm się zastanawiać czy wrócić do domu, ale wpadłem na lepszy pomysł. Szybko ale i po cichu zjechałem po dachu. Postanowiłem że wybiore się do klubu (ale tym razem do innego by nie wpaść znowu na Harr'ego).
Już godzine później zalany tańczyłem z jakimś facetem na parkiecie. Nawet nie starałęm się protestować kiedy zorientowałem się że jestem wyprowadzany przez kogoś z klubu. Byłem pewny że tym razem to nie zielonooki.
~*~
Rano obudziłem się (znowu) na kacu. Rozglądnałem się po pokoju i zorientowałem się że jestem w obcym mi miejscu z obcym mężczyzną. Szybko wyskoczyłem z łóżka i ubrałem się we wczorajsze ciuchy. Z prędkościa światła wyszedłem z domu i poszedłem w nieznzny mi kierunek. Po godzinie dotarłem do domu (z malą pomocą GPS-u z komórki). Nie kryłem się by bhć cicho, wręcz przeciwnie. W między czasie z góry zszedł Harry w samych bokserkach. Miejąc przed sobą taki widok mimowolnie zagryzłem mocno dolną warge. Dopiero po chwili popatrzyłem w góre, na jego twarz. Widać było że czeka na odpowoedź z mojej strony. Starałem sobie przypomnieć co lokowaty do mnie mówił, ale za nic w świecie nie wiedziałem, bo go w ogóle nie słuchałem. Gdy nie doczekał się odpowiedzi zadał ponownie pytanie.
-pytałem gdzie byłeś, tak trudno odpowoedzoec? -zapytał najwyraźniej troche podirytowany moim zachowaniem, co z resztą nie zbyt mnie zdziwiło.
-byłem.. z resztą co Cię to obchidzi? Nie jesteś moim rodzicem, więc nie musze Ci sie tłumaczyć. odpowoedziałem starając sie brzmiąc obojętne.
-obchodzi. I to bardzo. Jesteś niepełnoletni i wracasz do domu nad ranem -odparł spokojnym i już opanowanym tonem.
-ale TOBIE tłumaczyć się nie musze -mruknałem dając nacisk na słowo "tobie".
-powiesz albo mi, albo ojcu -powiedzial stawuając mi jakieś gówniane ultimatum.
-nikomu nie musze się z niczego tłumaczyć! Pieprz sie -warknałem i poszedłem do kuchni oo jakieś tabletki, bo głowa dawała się we znać.
Byłem niemal pewny że lokowaty da sonie spokój i odpuści, ale jednak usłyszałem za sobą kroki. Westchnałem cicho i popiłem tabletke wodą. Gdy chciałem wyjść z kuchni znowu ujrzałem Harr'ego.
-czy to jakaś tajemnica gdzie byłeś? -zaczął jako pierwszy.
-jak już mówiłem nie twój interes. -mruknałem patrząc przez chwile w jego oczy.
-czyli tak się schlałeś że nie pamietasz z kim i gdzie się przespałeś? -zapytał a raczej stwoerdził unosząc lekko jedną brew do góry.
Nie odezwałem się, bi e sumie taka była prawda. Ominąłem go i szybko poszedłem do łazienli i zamknałem się w niej na klucz. Wyjałem z portfela żyletke i zrobiłem kilka mocnych nacieć na lewym nadgarstku. Po chwili wyszedlem z łazienki i poszedłem do góry po jakąś bluze z dłigim rękawem, by zaktyć śwoerze rany.
Położyłem się na łóżku i owinałem cały kołdrą. Po dośc szybkim czsie zasnałem.
Pare godzin póżniej obudził mnie Harry zwisając nade mną mówiący coś do mnie, ale ja w ogóle go nie słuchałem yylko patrzyłem jak zahipnotyzowany w jego zielone tęczówki
-..chcesz poznać moich zna.. Louis, słuchasz mnie? -spytał widząc że nie reaguje.
-wiem że jest Ci ciężko po stracie rodziny ale nie możesz cały czas sam i zamykać się ciraz bardziej w sobie, dlatego pomyślałem że mógł byś poznać moich znajomych. -powtórzył najprawdopoeobniej swoją calą wypowiedż.
-nie, nie chcę, tak jak jest mi odpowiada - odpowoedziałem niemal odrazu- moge robić co chce i nie zamierzam robić niczego co mi powiesz. -mruknałem odwracając wzrok. Wiedziałem że Harry miał rqcje, i chce dobrze, ale ja nie byłem jeszcze na to gotowy. Nie umiałem sobie z tym poradzić, i raczej prędko soę z tym nie pogodze.
Nie zdawałem sobie sprawy z tego że po moich policzkach zaczęły spływać łzy, dopłóku nie poczułem jak lokowaty delikatnie kciukiem ściera mi łzy z policzków, a następnie przytula mocno. Mimowolnie wtuliłem się w niegi i zacząłem cicho plakać.
Z jednej strony cieszyłem się że ktoś się mną interesuje ale z drugiej strony chciałem być sam ze soba. Płakałem dość długo aż zasnałem w ramionach Harrego.
~*~
Obudziłem się tak jak ostatnio, czyli leżach na loczku. Nie wiedziałem która godzina, ale było już ciemno. Powoli wstałem i poszedłem pod prysznic.
Ubrany i umyty zszedłem cicho na dół. Stanałem za drzwiami w kuchni słuchając rozmowy Anne i mojego taty.
-sakrbie, my musimy wysłać go do psychologa. Z tego co mówił mi Harry widział go w klubie jak się upija. W jego wieku to nie jest normalne -powiedziała sciszonum glosem Anne- jest zamkniety w sobie. On musi zacząć z kimś o tym rozmawiać.
-dobrze, ake na ten czas będzie dla niego lepiej gdy nie bedzie uczęstrzał do sskoły -westchnal cicho ojciec.
Brzmiał na zmarwionego, co mnie zdziwilo. Jak gdyby nigdy nic wszedłem do kuchni udając że nic nie slyszałem. Pierwsza zorienrowała sie Anne, bo patrzyła na mnie jak by zobaczyła ducha.
-jak się czujesz kochanie? -zapytała na co jq tylko wzruszyłem ramionami.
Nalałem sonue soku stojąc tyłem do nich. Po chwili wyszedłem z kuchni i skierowałem sie do salonu, w którym narazie nikogo nie było. Niestety po mniej woęcej 15 minutach przyszł do mnie Ann. Doskonale wiedziałem po co.
__________________________________________________
Na początku bardzo przepraszam za tak wielką zwłoke ale nie miałam kiedy dodać (pojechalam na wieś, potem nie miałam neta, telefon mi się zepsuł a do tego kara na kompa) błedy nie sprawdzane!! przewiduje że kolejny rozdział POWINIEM (idk czy na pewno będzie) być piątek/sobota
Jak macie pytania to zapraszam na mojego tt @NadeThirlan
Jejku, genialny rozdzial, czekam na nexta :** /N.
OdpowiedzUsuń