Wczesny sobotni ranek spędziłem na lotnisku czekając na lot do Londynu. Wspominałem miłe chwile z rodziną, które już nigdy nie powrócą. Nigdy nie myślałem że zobaczę się z ojcem, a tym bardziej że zamieszkam z nim i jego nową rodzinką. Nim się obejrzałem siedziałem w samolocie bawiąc sie komórką, która tak na prawdę powinna być wyłączona. Po starcie, gdy byliśmy już nad ziemią oparłem glowe o nie zbyt wygodne siedzenie i zamknąłem oczy. Od zawsze bałem się latać samolotami. Ku zdziwienia zasnąłem szybko, ponieważ obudził mnie dźwięk z głośników oznajmiający że zaraz lądujemy. Zapiąłęm pośpiesznie pasy bezpieczeństwa i zamknąłem oczy. Miętoliłem w rece skrawek ciemnej koszulki. Otworzyłem je dopiero gdy poczułem że samolot styknął się z ziemią, i zaczał wychamowywać.
Poszedłęm po walizki, tam gdzie kierowało się większość osób. Razem z tobołkami stałem mniej więcej po środku lotniska rozglądajac się za ojcem. Zastanawiałem się czy wogóle po mnie przyjechał. Chwile pózniej stanął przede mną nawet przystojny chłopak o zielonych oczach i burzą loków na głowie.
-Ty zapewne jesteś Louis, tak? -dopytał niepewnie a ja pokiwałem głową nic nie mówiąc- więc choć, tata już czeka -dodał a ja odrazu skapnąłęm się że to zapewne jest Harry, drugi syn mojego ojca. Prychnąłem cicho ale poszedłem na nim. Było mi na rękę że on też nie odezwał się już do mnie ani jednym słowem, nie byłem w nastroju do rozmowy. Nie spełna minute poźniej zobaczyłęm mojego kochanego ojczulka (ironia) przy samochodzie,który też nie wyglądałna zadowolonego że będę z nim mieszkał.
-dłużej się nie dało? -mruknąl cicho. Pff, jak by to wogóle obchodziło.
-jakaś 16 lat za pózno -odpyskowałem, jak to ja.
Usłyszałem tylko jak mamrocze coś pod nosem wkładając moje walizki do bagarznika. Olewając ich obojga wsiadłem do auta i wyjąłem odrazu słuchawki by nie pusuieć słuchać ględzenia TEGO człowieka. Nie starałem się nawet ukrywać swojej niechęci do nowego miejsca zamieszkania. Gdy auto ruszyło przelotnie spojrzałem na lokowatego ktory siedział prze demną z przodu pojazdu. Widząc że przygląda mi się w lusterku mruknąłem coś pod nosem i odwróciłem wzrok w strone okna. Kiedy auto zatrzymało sie na podjeździe do dość sporego domu powoli wysiadłęm z auta i przeciągnałęm się. Czekałem aż KTOŚ wyjmie z bagarznika moje rzeczy. Po 10-cio minutowej kłótni, pomiędzy mną a Ojcem z westchnieciem wyjął moje torby i jedna z nich zaczął ciągnać w kierunku domu. Rówież zacząłem iśc za nim i za Harry'm do "nowego gniazdka". Zanim zeszła z góry nowa żonka tatulka wysłuchałem kilkunastominutowego kazania jak mam się zachowywać. Oczywiście jak to ja musiałęm dorzucić swoje pięc groszy i zacząć kolejną kłótnie w ciągu 15 minut. Dopieo gdy zeszła z góry Anne ojciec umilkł, gdy ta zaczęła mnie "bronić". To było coś nowego bo zawsze ja byłem tym najgorszym.
Po wymienieniu doslownie paru słów poszedłęm do pokoju, który jak narazie dzieliłem z zielonookim.
Już na wstępie wiedziałem że to dopiero początek gorszego życia, u boku ojca..
__________________________________________________________________
Za nami rozdział pierwszy ^^
Byłabym baardzo wdzięczna gdybyście głosowali w ankiecie :)
Tutaj [KLIK] możecie zadawać pytania do bohaterów :)
do nastepnego :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziekuję za komentarz <3 bardzo motywuje do dalszego pisania :*